Nic nie dzieje się bez powodu.-Joga Wrocław

Zwykły wpis

Był sobie chiński chłop, który miał jednego starego konia. Zwierzę pracowało razem z nim w polu. Pewnego dnia koń uciekł. Sąsiad chłopa współczuł mu straty, ale wówczas farmer odpowiedział: „Pech? Szczęście? Kto to może wiedzieć?”. Tydzień później stary koń farmera wrócił do domu, przyprowadzając ze sobą stado dzikich koni. Tym razem sąsiad pogratulował chłopu szczęścia. On jednak powtórzył to samo, co wówczas, gdy koń opuścił farmę: „Szczęście? Pech? Kto wie?”

Kiedy syn chłopa próbował ujarzmić jednego z dzikich koni, spadł z siodła i złamał nogę. Wszyscy rozpatrywali ten upadek jako wielkie nieszczęście. Tylko ojciec chłopca był innego zdania, wypowiadając sławne już słowa: „Nieszczęście? Szczęście? Któż to wie?”

Kilka tygodni później armia prowadziła nabór do wojska. Wcielili każdego młodego sprawnego mieszkańca wioski w swoje szeregi. Kiedy przyszli do domu chłopa i zobaczyli jego syna ze złamaną nogą, pozwolili mu zostać w gospodarstwie. Teraz można było zadać pytanie, co jest szczęściem a co nie?

Kto wie?

Wszystko, co wydaje się być złe, może ostatecznie okazać się być dobre. I na odwrót – to, co jawi się jako dobre, może w istocie być złe. Dlatego zostawmy Bogu decyzję o tym, co jest uśmiechem fortuny, a co prawdziwym nieszczęściem i dziękujmy Mu za to, że wszystkie sprawy mają dobre zakończenie dla tych, którzy Go kochają. (autor nieznany)

Dzień przed swoimi 29. urodzinami zostałam zwolniona z pracy. Pech? Wszystko na to wskazywało. Nie było to moje wymarzone miejsce pracy, w którym chciałam spędzić resztę kariery zawodowej, niemniej jednak inaczej sobie wszystko wyobrażałam. Gdyby mnie jednak nie wywalili wszystko, o czym zamierzam napisać, nigdy by się nie wydarzyło. Szczęście? Któż to może wiedzieć?

Dwa dni później w Akademii Ruchu miały miejsce trzydniowe warsztaty Yin Yogi, Ashtanga Yogi i Thai Yogi. Gdybym pracowała, nie wzięłabym w nich udziału, bo te dni zarezerwowane były na wyjazdowy weekend integracyjny całej firmy.

Ale stało się inaczej. Gabriela poznałam dwa tygodnie wcześniej, kiedy przyjechał do Polski, aby poprowadzić warsztaty jogi w Antoniowie. Siedzieliśmy obok siebie na kolacji z okazji wernisażu Gosi. Nie miałam zielonego pojęcia, kim jest. Nie jechałam do Antoniowa, więc się szczególnie nim nie interesowałam. Okazał się być jednak charyzmatyczną i ujmującą osobą. Sposób, w jaki opowiadał o jodze, o swoim życiu był niezwykły. Żal mój był podwójny, bo wiedziałam, że nie będę miała okazji brać udziału w żadnych warsztatach przez niego prowadzonych. Ale życie zdecydowało za mnie. Warsztaty były niezwykłe. Angażujące i ciało, i umysł. Wywołały całą lawinę myśli, refleksji, nie tylko u mnie. Wiem to na pewno!

Dwa tygodnie później pojechałam do Berlina na kurs nauczycielski Bikyasa Hot Yogi prowadzonej również przez Gabriela. Jestem mu za to prawdziwie wdzięczna! Gabriel, if you read that, I want to tank you again for everything you’ve done for me! I Am really grateful! 

Kurs był bardzo intensywny. Obfitował w wiele nowości, z którymi zetknęłam się po raz pierwszy w  życiu. Wymagał skupienie umysłu, mobilizacji sił fizycznych, otwarcia się na nowych ludzi, akceptacji własnych słabości i próby przezwyciężenia ich.

Bikyasa Hot Yoga…

Pojechałam do Berlina, nie wiedząc, co mnie czeka. Jeśli powiem, że miałam wiele obaw, będzie to więcej niż prawda. Gabriel przekonywał, że będzie to dla mnie niezwykłe wydarzenie. Miał rację.

Bikyasa Hot Yoga to fuzja między Vinyasą a Bikram Yogą. To połączenie pradawnych zasad praktykowania jogi ze współczesną muzyką popową. To płynne przejścia między „flow” – swoistym tańcem w rytm oddechu i energicznego bitu a statycznymi asanami, które rozciągają i wzmacniają praktycznie całe ciało. To 90 minut spędzonych w sali nagrzanej do 37- 38 stopni Celsjusza!

 Pierwsze zajęcia były dla mnie całkowitym zaskoczeniem. Nigdy wcześniej nie praktykowałam żadnej z odmian hot jogi, dlatego nie spodziewałam się, że wyleję litry potu!!! Nie sądziłam też, że będąc tak zmęczoną, będę jednocześnie tak zadowolona! Kiedy leżeliśmy w końcowej savasanie, Gabriel przekonywał, że za kilkanaście minut poczujemy przypływ energii. Nie bardzo w to wierzyłam, wtapiając się w mokrą od potu matę… Jednak już wychodząc z sali, czułam się po prostu znakomicie! Przypływ energii był fantastyczny.

Bikyasę ćwiczyłam codziennie, czasem dwa razy dziennie przez dziesięć dni. Każdy kolejny dzień przynosił więcej radości, więcej energii, więcej zrozumienia dla własnego ciała i dla samej konstrukcji systemu.

Jestem niezwykle podekscytowana faktem, że jako pierwszy certyfikowany nauczyciel Bikyasa Hot Yogi w Polsce, mam szansę przekazać innym tę czystą radość, która płynie z praktyki. Mam nadzieję, że uda mi się zarazić innych miłością do Bikyasy.

O wszystkim, co wyda mi się ciekawe i warte uwagi, będę Wam donosić tu – na blogu. Czujcie się zaproszeni do komentowania!

Namaste!

autor:  Bikyasa Joga Wrocław

<a href="http://www.sznurkownia.pl" onclick="this.target='_blank'"><img 
style="border:0px" width="120px" height="60px" src="http://www.sznurkownia.prohost.pl/client_pics/sznurkownia_120x60.jpg" title="Samodzielne pozycjonowanie stron" alt="Samodzielne pozycjonowanie stron"></a>
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s